piątek, 22 listopada 2013

Wiedźmin wraca, czyli opowieść trwa



 Andrzej Sapkowski Sezon burz

Opowieść trwa, historia nie kończy się nigdy

Tak, byłam jedną z tych nastawionych sceptycznie. A jednocześnie jedną z tych, którzy natychmiast polecieli zamówić książkę i nie mogli doczekać się, kiedy wreszcie znajdą chwilę, by zacząć czytać. 


W nowej książce o wiedźminie Geralcie momentami może trochę brakuje mi ukrytych pod ironicznym humorem głębokich refleksji, jakie zapamiętałam ze wcześniejszych tomów opowiadań. Brakuje też tej atmosfery odchodzącego w niepamięć świata, która utkwiła mi w pamięci z właściwej sagi. Ta uderza z całą mocą dopiero w ostatnich rozdziałach i w epilogu, w wydaniu nie brudno-krwistym, ale raczej nieco baśniowo-melancholijnym. Zostawia po sobie „książkowego kaca”, który sprawia, że muszę po lekturze ochłonąć kilka godzin lub dni, ale nie jestem w stanie zabrać się za czytanie czegokolwiek innego od razu. Znacie to uczucie? Jeśli sięgacie po „Wiedźmina”, to chyba należycie do ludzi, którym ono się zdarza. 

Nie znajdziemy też w „Sezonie burz” za dużo walk z potworami, opisów wiedźmińskich eliksirów i mieczy w akcji (mieczy ze względów, dla tych, którzy są już po lekturze lub w trakcie, nader oczywistych). Zamiast tego książkę w dużej mierze wypełniają dworskie i nie tylko intrygi. Geralt nie wydaje się do takich stworzony, toteż kilkukrotnie sprawy przybierają niekorzystny dla niego obrót. Swoją prostolinijność, pewną wręcz naiwność w momentach, kiedy natrafia się okazja na wydobycie z opresji, nadrabia jednak szybkością, zwinnością i odpornością, cechami, którymi wiedźmin przewyższa zwykłego – a nawet i niepospolitego – człowieka.  Na akcję składa się właściwie kilka wątków, przenikających się, łączących, wynikających trochę jedne z drugich, jak i pojawiających się po drodze na pierwszy rzut oka bez związku. Trochę mi to namieszało w głowie, gdy mimowolnie starałam się wyśledzić, który z nich okaże się tak naprawdę tym głównym, właściwym,  którego rozwiązanie będzie stanowiło zakończenie całej książki. W dodatku Sapkowski wymaga od czytelnika skupienia i uwagi, nieraz kluczowe, by zrozumieć co dzieje się właśnie teraz, okazują się detale sprzed kilkudziesięciu stron. Tymczasem rozwiązanie rozwiązaniem, ale całą konstrukcję opowieści ładnie zamyka spotkanie z istotą z epizodu, który co prawda autor pozostawił otwarty, ale wydawał się on tylko barwnym przerywnikiem bez większego wpływu na główną oś fabuły. 

Uczepić można się nieco, że Geraltowi trochę zbyt lekko przychodzi w krytycznych momentach pozbawienie życia kilku ludzi. Co prawda w słusznej sprawie (chociaż w świecie „Wiedźmina” nic nie jest czarno-białe, poza strojem Yennefer, nietrudno więc pomyśleć, że z przeciwnego punktu widzenia raczej należałoby w tę słuszność wątpić), ale jednak zawsze wbrew wiedźmińskiemu kodeksowi. 

Za to zdecydowanie uczepić się nie da języka, który jest taki, do jakich Sapkowski przyzwyczaił wielbicieli sagi o Geralcie – wystylizowany na tyle, by automatycznie wczuć się w klimat pseudośredniowiecznego świata, jednak na tyle uwspółcześniony, by obyło się bez sięgania po słownik, czy choćby Wikipedię. Zachowana też z poprzednich (chronologicznie oczywiście późniejszych) książek została też konstrukcja rozdziałów, z umieszczonymi na ich wstępie cytatami z dziel fikcyjnych i autentycznych. W „Sezonie burz” pojawiają się też interludia, wyjaśniające np. co stało się z postaciami w ileś godzin lub dni po tym, jak ich drogi przecięły się ze ścieżkami Geralta, Jaskra, czarodziejki Koral, czy ich antagonistów. Często nic przyjemnego, ale też niektórzy ponieśli za swoją postawę karę jak najbardziej zasłużoną.

Plusem tej książki, a jednocześnie czymś, co stawia czytelnikowi wymagania, jest to, że autor wielokrotnie puszcza oko do czytelnika. Czasem jest to ironiczny humor, czasem podana wprost jakaś aluzja, czy to do bohaterów i wydarzeń „starej” sagi, czy innych utworów, a nawet zjawisk, które trudno byłoby zaliczyć do szeroko pojętej kultury. Czasami nawet miałam wrażenie, że puszcza oko do mnie osobiście. 

Bo na pewno pisał Sapkowski dla czytelników, którzy znają poprzednie książki o wiedźminie. A co za tym idzie, żyją już parę lat i co nieco o świecie wiedzą, czy tak im się przynajmniej wydaje. Nie pisał, mam wrażenie, dla ludzi mających lat dwanaście, czy piętnaście, którzy mogliby z wypiekami na twarzy odkrywać kolejną fantastyczną sagę. Mało tu, jak już wspomniałam, eliksirów i pojedynków, a części składowych świata przedstawionego, które poznaliśmy już wcześniej, autor nie wyjaśnia powtórnie, więc raczej na nowych czytelników nie liczy. Nie jest to książka na początek przygody z „Wiedźminem”, pomimo iż chronologicznie rozgrywa się wcześniej, niż pozostałe. 

Czy jednak „Sezon burz” zaspokoił głód powrotu do świata wcześniej znanego? (Gdyby się nie pojawił, pewnie nie zdawałabym sobie sprawy, że na takowy cierpię). Może nie znajduję w nim emocji, jakie towarzyszyły odkrywaniu początków sagi. Ale nie twierdzę, że to ja się zmieniłam. Nie zmienili się też za bardzo Geralt i Jaskier. Zmienił się jednak chyba troszeczkę sposób pisania o nich. Choć nie do końca umiałabym uchwycić i ubrać w słowa,  na czym to odczucie polega. Mam wrażenie, że ta książka, chociaż językowo i fabularnie jak najbardziej na poziomie, to tylko okruchy sagi. Sięgnęłam po nią jednak ze świadomością, że po czymś tak na początku świeżym, potem barwnie i drobiazgowo rozbudowanym, wreszcie definitywnie skończonym, wszystko co mogę dostać, to i tak będą tylko okruchy, blask gasnącego ognia, oddalające się echo w zarośniętych ruinach. I nie wiem, czy to celowy zamysł autora, czy tylko zadziałała moja wyobraźnia – ale kiedy na koniec po raz kolejny dosięgnął mnie smutek odchodzącego świata magii, elfów, wiary w rzeczy nadprzyrodzone, dostosowywanie się do praw natury i nieugiętych zasad,  poczułam się, jakbym stanęła przed lustrem. 

Zapytacie teraz, czy warto? Myślę, że trzeba.

2 komentarze:

  1. Ostatnio znów z dwoma znajomymi miałam okazję rozmawiać o tej książce - że niby wszystko ładnie, pięknie, poprawnie, ale jednak jakoś tak smutno, że to nigdy nie będzie to.

    OdpowiedzUsuń