środa, 12 listopada 2014

W dalszą drogę, tylko dokąd

Kiedy zakładałam tego bloga, nie wiązałam z nim żadnych konkretnych planów i nadziei. Zakładałam jednak, że może coś się z tego urodzi. I chyba gdzieś tam, powoli, dojrzewają mi w głowie różne pomysły. Co ciekawe, trafiłam na ciekawe wpisy i wspaniałych ludzi zajmujących się dziedzinami zupełnie innymi niż te, którymi tutaj się dzielę. A zastój, który możecie obserwować od tygodni, wynika stąd, że chyba potrzebuję inaczej zorganizować swoją wirtualną przestrzeń. I nie wiem jeszcze do końca jak.
Nie wiem jeszcze czy powinnam, ani czy się odważę. Jednak gdzieś tam siedzą mi w głowie rzeczy bardziej osobiste. Mieszanka przemyśleń, obserwacji świata i kreacji artystycznej. No dobrze, to ostatnie brzmi nie do końca tak, jak chciałam, ale z istniejących określeń jest najbliższe - choć i tak dosyć dalekie - temu, co mam na myśli. Napisany tak spontaniczne, z potrzeby serca tekst o dniu introwertyka odsłaniał się lepiej niż wszystko inne. A przy tym jakoś przeżyłam fakt, że mogło go przeczytać paru znajomych. I teraz gdzieś z tyłu głowy cały czas mam inne tego rodzaju. Na pewno byłoby raczej optymistycznie, ale też pewnie dosyć melancholijnie. Gdybym rzeczywiście miała jakoś ułożyć w zdania to, co gdzieś tam miewam pod czaszką i na końcu języka - na pewno w jakimś innymi miejscu. Wiecie, czasem trzeba zacząć od nowa. Wtedy chyba zostawiłabym tutaj (albo i gdzieś przeniosła) książki, a gotowanie wyrzuciła na jakiś zbiorczy portal. Albo może wszystko zaczęłabym pisać jeszcze raz razem, ale w nieco innym tonie, innym rytmem. Nie wiem. Na razie przestał mi pasować taki tematyczny rozrzut. Z drugiej strony nie wiem, czy chciałoby mi się prowadzić dwa, czy trzy blogi.
Muszę się zastanowić, jak to wszystko zrobić. Zaglądajcie, czekajcie, jak już coś się wyklaruję, to dam znać. Tymczasem możecie zostawić swoje zdanie, jak najchętniej byście to wszystko widzieli. 

niedziela, 10 sierpnia 2014

Steampunk dla początkujących


Antologia pod redakcją Ann i Jeffa VaneerMeerów to właściwe przegląd tego, czego można się po tym gatunku spodziewać, obudowany esejami o samym steampunku i krótkimi notkami o autorach. Zakochana w  wizualnej estetyce steampunku, nie wiedziałam, że to wynalazek nie nowy. To o znaczy, dziewiętnastowieczne korzenie, to i owszem, jednak że gatunek współczesny, zanim stał się naprawdę popularny, egzystował sobie na zachodzie przez kilkadziesiąt lat – to już trochę zaskoczenie.

czwartek, 31 lipca 2014

Prosty sorbet arbuzowo-limonkowy


Coś na ochłodę – a więc praktyczne, przynajmniej w tej chwili, banalnie proste w przygotowaniu i z wykwintnie brzmiącą nazwa. Można zrobić wrażenie, nie posiadając jakichkolwiek kulinarnych umiejętności i talentów.

sobota, 19 lipca 2014

Domowe krakersy (wedlug Nerdy Cookin')


Przepis pożyczony od Nerdy Cookin’ (spójrzcie tylko, jak cudownie można pisać o gotowaniu!) wykorzystałam posiłkując się nieco innym zestawem składników, które akurat były pod ręka. Mogłabym właściwie tak jak Nerdy jego wykonanie opisać, zdając relację z wykonania misji. Ale niech to pozostanie jej specjalnością.  

sobota, 12 lipca 2014

Takeshi w krainie tajemnych zakonów i japońskich bogów


Twórczość Mai Lidii Kossakowskiej zawsze była trochę moim wyrzutem sumienia. Bo nie przegapię nigdy spotkania autorskiego na żadnym konwencie, na którym akurat jestem, uwielbiam słuchać o kotach, krewetkach i japońskich demonach, a nie znam do tej pory jej "flagowych" dzieł. Jednak aż trudno mi sobie wyobrazić, że cyklem anielskim, czy "Zakonem Krańca Świata" mogłyby zachwycić się aż tak jak książkami, które miałam ostatnio okazję przeczytać.

niedziela, 1 czerwca 2014

Zróbcie sobie czasem wolne od świata


Podobno istnieje coś, co nazywa się FOMO - fear of missing out. Podobno to jedna z bolączek dzisiejszego świata, który to człowiek sobie stworzył, ale ewolucyjnie i psychicznie za nim nie nadąża. Czytałam o tym zjawisku, połączonym z potrzebą bycia stale online i w zasięgu. Mnie tymczasem dopadło FOMO "w realu".

wtorek, 6 maja 2014

Ryżowo-owocowe curry z mlekiem kokosowym - oraz co to ma wspólnego z Neilem Gaimanem i dlaczego mam z tym autorem problem

Połączenie curry z mlekiem kokosowym okazało się być dokładnie tym, co lubię. I chociaż tego typu potrawy zwykle (przynajmniej u mnie) sfotografowane nie wyglądają jakoś nadzwyczaj apetycznie - to na pewno moje curry było o niebo lepsze niż to, które jedli bohaterowie "Nigdziebądź" Neila Gaimana. Była to potrawa aromatyczna, gorąca, sycąca i całkiem niezła, w smaku jednak o niemożliwym do rozszyfrowania składzie. I może tak było lepiej. Kawałek mięska? Szczur? kot? Oj, żeby tylko!

czwartek, 10 kwietnia 2014

Znów sałatka. Tym razem z melonem, ananasem i kurczakiem


Gotowanie - chociaż może to za duże słowo, raczej po prostu robienie czegoś w kuchni, choćby kawy ze śmietanką - pomaga mi na chandry i niepokoje, kiedy już ich najgorszy moment mija. Toteż podczas gdy od prawie dwóch miesięcy czeka niedokończony wpis, który niby jest trochę o książce, a tak naprawdę tłumaczę się w nim, dlaczego wiosna budzi we mnie co najmniej tyle uczuć niespokojnych, co radosnych, leży i czeka, a ja nie umiem ruszyć z choćby najmniejszą notką, póki tamtej nie skończę - będzie sałatka. Właściwie to już jest. A tak naprawdę była, tylko zdjęcia zostały.

piątek, 14 lutego 2014

Nerdowskie nie-cakiem-walentynki i szybkie ciastka kokosowe


Wieczór 14 lutego spędzę tak, jak mógłby powiedzieć bohater filmiku, który pewnie swoją popularność ma dawno za sobą: "Będę grać w grę". By spędzić czas w sposób, przy którym odpoczywam, z ludźmi, których lubię, szanuję i podziwiam, ani specjalnej daty nie potrzebuję, ani nie stoi mi na przeszkodzie to, że dla wielu jest zarezerwowana na spotkania wyłącznie dwuosobowe. A jeśli postanowicie zrealizować dzisiejszy przepis na ciastka teraz (za chwilę kliknę "opublikuj" i jest 18.48) spokojnie zdążycie podać je na stół do 20.00. :)

niedziela, 9 lutego 2014

Krem brokułowy z serem pleśniowym

Znów zainspirowana znalezionym kiedyś połączeniem smaków postanowiłam je odtworzyć. Zupełnie bez gotowego przepisu. Brokuł i ser pleśniowy - połączenie, które - jeśli tylko lubi się ich smaki - nie może się nie udać. A jednak pierwsza wersja wymagała poprawki.

niedziela, 2 lutego 2014

O wyspie w kształcie wachlarza - David Mitchell "Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta"


Czytając o "kolejnej powieści autora Atlasu Chmur", czy "autorze, którzy popularność zdobył Atlasem Chmur", czuję się trochę w awangardzie. Bowiem Davida Mitchella odkryłam wraz z wydanym w 2003 roku Widmopisem - do dziś znajdującym się na liście moich ulubionych książek zbiorze opowiadań, czy może raczej powieści modułowej. Trzy książki później (jedną zdołałam jakimś cudem przegapić) mam wrażenie, że autor zmierza w innym kierunku, niż dotąd. Po Atlasie... spodziewać się można właściwie wszystkiego, każdego gatunku i konwencji, więc właściwie o zaskoczenie trudno. Jednak w Tysiącu jesieni Jacoba de Zoeta Mitchell zaskakuje właśnie tym, że rezygnuje z typowych dla siebie posmodernistycznych zabaw formą. 

sobota, 25 stycznia 2014

Pizza trzy sery i przepis na sos pomidorowy

 Mimo iż niedawno umieściłam tu przepis i zdjęcia, domowej pizzy nie jadłam od bardzo dawna. A już taka z mąki innej niż biała pszenna marzyła mi się przez dłuższy czas, tylko jakoś zawsze kiedy o tym, by mąkę kupić, pamiętałam, półki, na których można taką znaleźć, najwyraźniej uciekały przed moim wzrokiem. W końcu wśród mieszanek do wyrobu domowego chleba (zastanawiam się, czy by się nadawały, ale nie mogłam znaleźć dokładnego składu) wypatrzyłam pełnoziarnistą mąkę pszenną. Tak więc zaspokajając przede wszystkim własną zachciankę, przygotowałam "małe co nieco" na piątkową sesję RPG.

środa, 22 stycznia 2014

Buraki z miodem i ziołami i ser kozi na rukoli


Kiedyś znalazłam (i oczywiście wypróbowałam) przepis na buraki pieczone z kozim serem. To połączenie postanowiłam powtórzyć w wersji lżejszej i szybszej - sałatce. Rukola wydała mi się składnikiem oczywistym, więcej czasu i energii pochłonęło wymyślenie, czym by to wszystko doprawić. Jedna rzecz przyszła mi na myśl: kontrast. Jakże by inaczej. Rukolę i ser musiało więc uzupełnić coś słodkiego - co z kolei też trzeba było zrównoważyć.

wtorek, 14 stycznia 2014

Prawdopodobnie najładniejsze książki, jakie widziałam


Nie mam pomysłu, jak do książek, którymi chcę się podzielić, podejść. Na pewno nie podejmę się napisania recenzji, bo jakże zrecenzować coś, co jest... no właśnie, czym? Kompendium wiedzy do półamatorskiego użytku? Ilustrowanym leksykonem? Jakkolwiek by nie określić, jest to coś, z czym kontakt dostarcza w pierwszej chwili wrażeń estetycznych, a kiedy już obejrzymy ilustracje, odkrywamy wspaniały zbiór zapomnianych wierzeń.

sobota, 11 stycznia 2014

Mini pizza i uniwersalne ciasto drożdżowe

 
Może i godzina dziwna na wpis kulinarny - za to sobotni wieczór to dobry czas na pizzę. Zresztą, na pizzę zawsze jest dobry czas. Znalazłam właśnie zrobione jakiś czas temu zdjęcia, do tego przepis na ciasto na pizzę - z którego można tak naprawdę zrobić dużo różnych rzeczy. Nawet jeśli wybierzemy dosyć klasyczną pizzę, wyższość domowej nad gotową (choć i wyższość odwrotna istnieje, jak choćby pizza z prawdziwego kamiennego pieca) jest taka, że możemy wykorzystać dowolne dodatki, w dowolnych ilościach. Choćby i podwójny ser razy cztery.

niedziela, 5 stycznia 2014

Prosta sałatka z awokado i łososiem


Znów wykorzystuję swoją teorię, że dobre danie powinno składać się z ledwie kilku składników - by smak każdego z nich był wyczuwalny. Wygląda bardzo ekskluzywnie, dystyngowanie i w ogóle "ą ę", ale składniki można upolować na przecenie (dlatego miałam je akurat pod ręką, by coś zaimprowizować), poza tym nie o dużą ilość, a o smak tu chodzi. Ktoś ma ochotę na sałatkę z awokado, łososiem i mozzarellą?

czwartek, 2 stycznia 2014

Fantastyczna przygoda w cieniu przedwiecznego modrzewia


Maja Lidia Kossakowska Ruda Sfora

Kiedyś pewna znajoma stwierdziła, że ma wrażenie, iż Kossakowska i Grzędowicz swoje książki piszą razem i nie wiadomo, która czyja. Po lekturze tej pierwszej opowiadań i kilkudziesięciu stron „Zakonu Krańca Świata” nie widziałam podobieństw. Co więcej, wolałam dynamiczną, pełną akcji narracje Grzędowicza niż barwne opisy Kossakowskiej. Aż trafiłam na „Rudą Sforę”.