wtorek, 14 stycznia 2014

Prawdopodobnie najładniejsze książki, jakie widziałam


Nie mam pomysłu, jak do książek, którymi chcę się podzielić, podejść. Na pewno nie podejmę się napisania recenzji, bo jakże zrecenzować coś, co jest... no właśnie, czym? Kompendium wiedzy do półamatorskiego użytku? Ilustrowanym leksykonem? Jakkolwiek by nie określić, jest to coś, z czym kontakt dostarcza w pierwszej chwili wrażeń estetycznych, a kiedy już obejrzymy ilustracje, odkrywamy wspaniały zbiór zapomnianych wierzeń.

Paweł Zych i Witold Vargas to dwaj skromni sympatyczni goście (jednego z nich miałam okazję spotkać i zakładam, że drugi też musi być co najmniej równie sympatyczny), którzy  wykonali naprawdę solidną pracę, tworząc Bestiariusz słowiański oraz Duchy polskich miast i zamków. To przede wszystkim ilustratorzy i widać w obydwu książkach pierwsze skrzypce grają właśnie obrazki - własne interpretacje tego, o czym mówią ludowe przekazy, możliwie wiernie wzorowane na wyobrażeniach, choć niekiedy wzmianek o wyglądzie istot brakowało lub też wręcz przeciwnie, było ich dużo, za to sprzeczne. Wszystkie utrzymane w spójnej stylistyce, czasem pomiędzy baśnią a sennym koszmarem, jednak ujęte na tyle subtelnie, że nie zostawiają po sobie niemiłych wrażeń. 

To jednak nie wszystko, bo chociaż ilustrowanie wierzeń i legend to niezłe pole do twórczego popisu, autorzy zrobili też staranny research, docierając do rzetelnych źródeł - którym zawdzięczamy w książkach opisy. Czytelnicy, którzy chcieliby dowiedzieć się więcej lub od strony bardziej naukowej, znajdą na kocu bibliografię. 

Bestiariusz słowiański, który miał być po prostu pojedynczą książką, okazał się początkiem być może większego cyklu. Znajdziemy tutaj opisy takich stworzeń jak bies, błędne ogniki, cmentarna baba, południca, strzyga, utopiec, licho, wąpierz, rusałki, diabły i chochliki. Są mniej znane, o nazwach trudnych do wymówienia, czy wręcz przeciwnie, kojarzących się z czymś zupełnie innym, niż przedstawione tutaj stwory. Można tu znaleźć zaskakujące bogactwo sposób wyjaśniania prawdziwych lub i nieistniejących zjawisk - za wszystko, co się działo odpowiedzialne były na przykład bełty, buc, gnieciuch, mlekowy żmij, czy trusia. kiedy o nich czytałam, trochę smutno mi było, że taki ubogi jest świat racjonalny. O ile Bestiariusz z powodzeniem mógłby, tak mi się wydaje, bez sięgania do źródeł wystarczyć za inspirację przymierzającym się do pisania fantasy - o tyle książka Duchy polskich miast i zamków zawiera już opisy często dość zdawkowe, za to liczniejsze i ze znacznie obszerniejszą bibliografią.. Bo i samych legend jest tu więcej. Wśród białych dam, psów, księżniczek strzegących skarbów i bezgłowych jeźdźców pojawiają się upiorne gęsi, demoniczne czarne koty, rycerze zaklęci w gołębie, kościotrupy wiercące dziury w murze, czy... demoniczna balia. To wszystko podzielone według województw, z przepięknie narysowaną mapą przed stroną tytułową i nie ograniczające się do legend najbardziej znanych - a wręcz przeciwnie.  Zarówno duchy, jak i różne istoty zamieszkujące lasy, pola i domostwa, opisane są z odrobiną poczucia humoru i mam wrażenie, że z racjonalnym dystansem, ale jednocześnie ogromną dozą sympatii.

A jeśli zdarzy Wam się któregoś z autorów spotkać (na przykład na Pyrkonie), koniecznie poproście o autograf. Ja oprócz podpisu i dedykacji dostałam taki rysunek (to jest gumiennik - jeśli ma się stodołę, bardzo pożyteczny, dopóki się go nie rozzłości):

(Nie zdążyłam nawet powiedzieć, że lubię koty).






2 komentarze:

  1. Bestiariusza chętnie bym wciągnął. Chyba poszukam zaraz :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam, znalazłam tą stroną przypadkiem, ale może będzie Pani chętna mi pomóc - pisze pracę magisterską o wiedźminie i potrzebowałabym z tej książki skan lub zdjęcie z opisem cmentarnej baby. Mogłabym się zwrócić z ogromną prośbą o taki uczynek? Byłabym wdzięczna - mój mail: anna.e.wos@gmail.com

    OdpowiedzUsuń