czwartek, 31 lipca 2014

Prosty sorbet arbuzowo-limonkowy


Coś na ochłodę – a więc praktyczne, przynajmniej w tej chwili, banalnie proste w przygotowaniu i z wykwintnie brzmiącą nazwa. Można zrobić wrażenie, nie posiadając jakichkolwiek kulinarnych umiejętności i talentów.

Potrzebujemy tylko arbuza i limonki. Ja zużyłam jedną małą na około kilogramowa ćwiartka arbuza. Przyda się też jakiś pojemnik i miejsce w zamrażalniku. Miąższ arbuza rozdrabniamy. Czym? Jeśli jesteś przypadkiem postacią filmową grana przez Sharon Stone, to jesteś w komfortowej sytuacji, masz bowiem prawdopodobnie w domu szpikulec do lodu. Jeśli jesteś Hannibalem Lecterem to przypuszczalnie też. Nie przypominam sobie, żebym taki widziała, ale jestem pewna, że w swojej kuchni wielkości przeciętnego polskiego mieszkania serialowy Hannibal musi mieć wszystko. Ludzie o ustabilizowanej sytuacji mieszkaniowej i rodzinnej miewają w domach tłuczki do robienia puree z ziemniaków. Widelec też wystarczy. Rozdrobniony zalewamy w pojemniku wyciśniętym sokiem z limonki, mieszamy i wstawiamy do zamrażalnika na co najmniej dwie godziny.
Jeśli okaże się po wyjęciu, że ta mieszanka zamarzła za bardzo, przed przełożeniem do salaterek, czy innych naczyń zostawiamy na chwilę w temperaturze pokojowej. Żałują, że nie mamy szpikulec do lodu. Można przybrać świeżymi owocami lub liśćmi mięty.
To wszystko. Bon apetit!


P.S. Nie żebym zbierała żebrolajki, ale zdarza mi się różnymi drobiażdżkami dzielić tutaj.

11 komentarzy:

  1. Meh, w formie sorbetu arbuz mi niekoniecznie pasuje, ale przelany w foremki do lodów na patyku już jak najbardziej. No i można się obejść bez szpikulca do lodu, co - jak powszechnie wiadomo - znacznie zwiększa poziom bezpieczeństwa we własnym domu :). Ze szpikulcami to nigdy nic nie wiadomo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój sposób jest wygodniejszy :) Sorbet mi został na później, zmarznięty na kamień i w kawałku jadłam.

      Usuń
  2. W lecie cały czas zajadam się arbuzami, ale Twojego sposobu jeszcze nie wypróbowałam - mam nadzieję wkrótce to zmienić :) Dobrze, że spamujesz FB, bo ja na przykład nie zauważyłam, że masz blogowy fanpage :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak oszczędnie spamuję, bo jeszcze się nie określiłam do końca, jak rozkręcać bloga. Ale lajki lubią wszyscy :) I lubię czasem jakieś drobne pierdółki wrzucić.

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajnie piszesz, podobają mi się te filmowe nawiązania. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Jeszcze nie tak do końca, jakbym chciała, ale muszę się najpierw zawsze zadomowić, zanim samo się wyklaruje, jak ma być.

      Usuń
  5. Robiłam, pyszności, a przepis jeszcze bardziej podoba mi się niż smak, Hannibal!

    dzikie-anioly.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hannibalem "trolluję" znajomych, podając mięsne dania i opowiadając, co było w ostatnim odcinku. A teraz trzeba czekania na nowy sezon... żeby dowiedzieć się, kto umarł, a kto nie... Wydaje mi się raczej nieprawdopodobne, żeby pewna kobieta (nie chcę komuś przypadkiem zaspoilerować, tyle tylko, że nie o Abigail mówię ;) ) miała szanse na przeżycie, ale odkąd w ostatnich dwóch odcinkach scenarzyści przypomnieli sobie, że ma mózg i wie, jak go używać, strasznie mi jej żal.

      Usuń
  6. Jeśli jeszcze dorwę gdzieś arbuza, choć wątpię, że się uda, spróbuję koniecznie...szkoda, ze trafiłam na ten przeps tak późno :(

    OdpowiedzUsuń